Blog
Sówka55
Sówka55
27 obserwujących 129 notek 128035 odsłon
Sówka55, 16 marca 2014 r.

Pamiętnik Myszulka, 85

 

Rozdział LXXXIV

Śpiewają wiosenne ptaki, a ja wspominam dawne wojny.

Si vis pacem, para bellum, a przynajmniej pamiętaj o historii, Myszulku, mruczę do siebie.

Ostatni dzień pokoju? Tata mówi, że jesteśmy wszyscy w Jastarni,

wieje wiatr od morza (Czarnego), mija niespiesznie dzień 31 sierpnia 1939...

 

 

"Z czym Ci się kojarzy, Myszulku data 15 lutego?", spytała mnie Mama miesiąc temu.

15 lutego, no pewnie, nieprzypadkowo jestem Kotem (trochę) orientalnym, a na pewno Kotem, który chce być jak najlepiej zorientowany, wiem! W Polsce prawie nikt tego nie wspominał, a to dzień dla wielu ważny, na naszą historię także miał istotny wpływ, choć wydawałoby się, że nie był to wpływ bezpośredni.

Niebezpośredni, miau, może, ale dla efektu domina, nieprzypadkowo gry z Azji rodem (a byliśmy tu ważnym kamieniem), na pewno znaczący. Otóż 15 lutego 1989 roku, dwadzieścia pięć lat temu, wojska ZSRS opuściły Afganistan, nastąpił koniec interwencji radzieckiej. W Mołdawii i na Ukrainie to święto, nic dziwnego, przez wojska przez ponad dziewięć lat okupujące Afganistan przewinęło się według różnych szacunków około 160 tysięcy Ukraińców i 12 tysięcy Mołdawian, co czterdziesty z nich nie wrócił do domu.. To była wojna zbrodnicza i niepotrzebna, tak się ją teraz określa, niemniej ci, co w niej walczyli, uważani są za bohaterów i patriotów, jako patriotów i bohaterów się ich tam po latach pamięta.

Ci, co wrócili, mieli szczęście. A teraz każdy z nich może powiedzieć za chirurgiem Armii Indusu dr. Williamem Brydonem (1811-1873): "Ja jestem armią!". Ciekawe, czy "Afgańcy" sprzed 25 lat o Brydonie słyszeli...

Jeśli nie, słyszeli, a na pewno powinni słyszeć, ich generałowie.

Bo to epizod wstrząsający i dający do myślenia. W historiografii nosi on nazwę masakry armii Elphinstone`a lub masakry Armii Indusu. Podczas I wojny brytyjsko-afgańskiej w grudniu 1841 roku stary i chory (hm, był w wieku Mamy, kiedyś to była starość) generał Elphinstone podjął opłakaną w skutkach decyzję poddania Kabulu, obleganego przez 30 000 zbrojnych z armii afgańskiej pod dowództwem Akbara Chana, syna obalonego przez Brytyjczyków dwa lata wcześniej Dosta Mohammada Chana. Warunkiem wycofania się z miasta było pozostawienie ciężkiej artylerii i części broni oraz wydanie zakładników. Pierwszy warunek okazał się gwoździem do trumny armii, drugi - większości zakładników pozwolił jednak przeżyć. Wojska Elphinstone`a, liczące cztery i pół tysiąca żołnierzy (trzon armii stanowił uchodzący za pechowy 44 Regiment Piechoty, 44th East Essex Regiment of Foot, reszta to złożone z Hindusów bengalskie pułki piechoty, lekkiej kawalerii i artylerii konnej) razem z dwunastoma tysiącami cywilów, głównie rodzin żołnierzy, miały przedostać się do oddalonego o 140 kilometrów i bezpiecznego, bo zajętego przez korpus brytyjski, Dżalalabadu. Ale się nie przedostały...

Wyruszyli 6 stycznia 1842. Akbar Chan oczywiście ani myślał o respektowaniu warunków rozejmu, atakował Elphinstone`a bez litości, tym łatwiej, że Brytyjczycy mieli coraz mniej amunicji do swoich muszkietów... Jego sojusznikiem był głód i mróz, który zwłaszcza 11 stycznia zebrał przeraźliwe żniwo. Elphinstone próbował renegocjować warunki odwrotu, został jednak przez Akbara Chana zatrzymany i w cztery miesiące później zmarł w niewoli.

William George Keith Elphinstone, niegdyś świetny oficer, podpułkownik spod Waterloo odznaczony za wyczyny wojenne Orderem Łażni z dumną dewizą "Służę", adiutant króla Jerzego IV. Sic transit gloria mundi...

Do świtu 13 stycznia Armii Indusu już prawie nie było. Resztki piechoty z 44 pułku, 20 oficerów i 45 żołnierzy zginęło lub dostało się (sześciu!) do niewoli w krwawej potyczce pod wioską Gandamak. Dalej udało się tylko przedrzeć piętnastu jeźdźcom, wśród których był chirurg dr Brydon, ale i oni, zdradzeni przez Afgańczyków, którym nierozsądnie zaufali, licząc na schronienie w wiosce, zostali wybici do szczętu. Ranny, na rannym koniu, do Dżalalabadu, późnym popołudniem 13 stycznia dotarł tylko Brydon. Zapytany przez oficerów garnizonu w Dżalalabadzie, wypatrujących kolegów, gdzie jest Armia Indusu, odparł: Ja jestem armią!

Faktem jest, że była to zarówno ocena trafna, jak i przenośnia, Brydon nie wiedział bowiem, że z niewoli afgańskiej powróci jeszcze około 150 zakładników zatrzymanych przez Akbara Chana, oficerów, żołnierzy i członków ich rodzin, wśród nich Lady Florentia Sale, która swoje budzące grozę przeżycia opisze w znanych pamiętnikach.

Na marginesie, sam pamiętnikarz, ale i moralista, dodam, że pogromca Elphinstone`a nie cieszył się długo swoją sławą, trzy lata później zmarł otruty, pewnie przez ojca, dla którego stał się poważnym konkurentem.

A Brydon? Dawny chirurg Kompanii Wschodnioindyjskiej,  bohater Armii Indusu, zdobył wieczną sławę. Wyrwany ze szponów śmierci w styczniu 1842 roku, przeżył jeszcze lat trzydzieści., ha, mógłby nawet poznać młodszego kolegę, też chirurga wojskowego, dr. Johna H. Watsona, który w "Studium w szkarłacie" pojawia się jako weteran II wojny afgańskiej (choć ta akurat wybuchła pięć lat po śmierci Brydona), naturalnie gdyby Watson zechciał opuścić wygodny fotel w salonie przy Baker Street i wejść w realny świat. Niemniej jestem pewien, że historię dr. Brydona i Watson, i Holmes, i sam Conan Doyle (przecież też lekarz) znali doskonale.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

imageimage

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • Drodzy Przyjaciele! W imieniu Syna i swoim - bardzo dziękuję, Anna, Sówka
  • @LAENIA, Jestnadzieja Dziękuję. Jest bardzo, bardzo smutno.... A.
  • Dziękujemy... "Lecz synowie człowieczy umierają prawdziwie i opuszczają świat; dlatego...

Tagi

Tematy w dziale